~Marco~
Już dwa dni nie mam kontaktu z Mario. Dałem Sobie z nim spokój, skoro nie chce mieć ze mną kontaktu uszanuję jego decyzję. Jest mi ciężko z tego powodu, ale muszę dawać jakoś radę. Mam jeszcze przyjaciół tutaj w Dortmundzie. Są przy mnie, wspierają i sprawiają że uśmiech na mojej twarzy nie chce zejść.
Razem z Marcelem i Robinem zebraliśmy rzeczy i pojechaliśmy na trening. Weszliśmy do szatni, przebraliśmy się, cała drużyną wybiegliśmy na murawę. Trener na początku trąbił nam, że dzisiaj do sztabu dołączy nowa osoba. Nie chciał zdradzić nam kto.
Zabraliśmy się za wykonywanie poleceń danych nam przez Thomasa. Myślę, że każdego z nas zastanawiało kim będzie ta osoba.
~Leila~
Godzina wcześniej...
Nie miałam problemu z wejściem na teren stadionu, ochroniarz z uśmiechem dał mi mój identyfikator i zaprowadził do gabinetu Reincharda Rauball'a.
- Witam panno Leilo. Możemy chyba przejść do konkretów. Proszę niech pani usiądzie - wskazał mi miejsce na przeciwko Siebie. Usiadłam. - Tak więc pensja będzie wynosiła 2,500€ miesięcznie, własny gabinet, 5 dni urlopu w sezonie, chorobowe płatne. Umowę mamy podpisaną. Teraz może oprowadzę panią po stadionie i przedstawię reszcie ? - kontynuował.
- Tak oczywiście - uśmiechnęłam się. Ruszyłam za nim. Opowiadał mi historię stadionu, drużyny. Przedstawiał innym pracownikom klubu.
- Proszę tędy - z uśmiechem wskazał ręka wyjście na murawę, W tle słychać było piłkarzy i trenera. Wzięłam lekki oddech dla opanowania emocji. Weszliśmy na murawę trener wstrzymał trening i zawołał piłkarzy do siebie.
- Słuchajcie moi kochani... oto Leila Szulc od dziś będzie waszym nowym psychologiem, jak wiecie poprzednia musiała odejść ze względu na chorobę dziecka. Macie jej pomagać, odpowiadać na jej pytania dotyczące relacji naszych, po prostu macie być mili. Zrozumiano ?? - zakończył pan Thomas.
- Tak jest panie kapitanie - zasalutowali wszyscy zgodnie. Zaśmiałam się. Myślę, że będzie mi się z nimi dobrze pracować.
- Może pani zabierze głos ? - zapytał pan Reinchard.
- Z miłą chęcią. Tak więc jak już wiecie nazywam się Leila Szulc. Będę waszym nowym psychologiem, chciałabym aby nasze relacje układały się pomyślnie i nie było między nami żadnych kłótni bo to nikomu nie potrzebne. Jeżeli będziecie mieć jakiś problem jestem do waszej dyspozycji o każdej porze. Miłego treningu - razem z moim towarzyszem ruszyliśmy dalej. Szliśmy długim tunelem, w końcu zatrzymaliśmy się przy jakiś drzwiach.
- Czas na pani własny gabinet - otworzył drzwi, weszliśmy. Przed oczyma ukazało mi się piękne pomieszczenie.
Nie potrafiłam wydusić z Siebie słowa. Stałam jak wryta. Spełniło się moje marzenie, największe marzenie.
- Jak tu pięknie
- Cieszę się, ze jest pani zadowolona. Skoro będziemy razem pracować przejdziemy na "ty" - zaproponował podając dłoń.
- Z miła chęcią - przystałam na tą propozycję.
Zostałam sama w swoim gabinecie, usadowiłam się wygodnie na fotelu i oglądałam trening pszczółek.
~Marco~
To więc kobieta będzie nowym członkiem sztabu. Muszę powiedzieć, że ma cudowny uśmiech. Taki piękny i szczery. Zresztą o czym ja myślę, nie mogę się zakochać. Obiecałem to sobie. Późniejsze rozczarowanie jest przykrym uczuciem. Nie mam dziewczyny od 3 lat. Moja była mnie zdradziła z moim kumplem. Zastałem ich razem w łóżku, w naszej sypialni.
- Marco co z twoimi imieninami ? - zapytał Erik. On wyrwał mnie z zamyśleń.
- Będą o 20:30 u mnie.
- Dobra, ale zaprosiłeś wszystkich, więc i ją by wypadało - wyjawił Durm.
- Leile ?
- Nie udawaj debila, tak ją. Widziałem jak się na nią patrzysz - puścił mi oczko i odszedł.
Pomyślałem jeszcze chwilę nad propozycją kolegi. Postanowiłem ją tez zaprosić. Ta impreza będzie idealnym momentem na lepsze poznanie się wzajemnie.
Po treningu zeszliśmy do szatni, porozmawialiśmy jeszcze o wieczorze. Pożegnaliśmy się, a ja poszedłem szukać naszej nowej pani psycholog.
Gdy w końcu znalazłem odpowiedni gabinet. Zapukałem usłyszałem "proszę" i wszedłem.
- Dzień dobry - uśmiechnęła się.
- Cześć - odwzajemniłem uśmiech.
- Co Cię do mnie sprowadza ?
- Propozycja - wyznałem.
- Słucham
- Przejdę do rzeczy, tak więc wyprawiam dzisiaj imprezę imieninową. Zaprosiłem wszystkich ze sztabu, oprócz trenera bo by nam łby urwał za taką ilość alkoholowego trunku. Chodzi mi o to czy byś też przyszła, myślę że byłaby to dobra okazja do poznania się. Możesz wziąść ze Sobą koleżanki - położyłem na biurku mój adres.
- No dobrze będę z dwiema przyjaciółkami. Leila Szulc jestem - podała mi rękę
- Marco Reus - odwzajemniłem uścisk.
Pogadaliśmy chwilkę ze Sobą i oboje zebraliśmy się do wyjścia.
~Leila~
Musiałam biec na przystanek autobusowy, bo bym się spóźniła na autobus. Dziewczyny oszaleją gdy im powiem, że idziemy na imprezę imieninową do Marco Reusa.
Minutę później siedziałam w autobusie i myślałam w co się ubiorę i jak minie wieczór. Mam nadzieję, że nic głupiego w trójkę nie zrobimy ani nie ośmieszymy.
15 minut później stałam w windzie, która prowadziła mnie na piętro czwarte.
Gdy weszłam do pokoju Sandra razem Lilką oglądały skróty meczów z minionej kolejki.
- Hej - krzyknęłam. Dwie odrazu przybiegły i się do mnie przytuliły.
- Cześć kochanie. I jak ? opowiadaj. - od wejścia zasypały mnie lawiną pytań.
Starałam się na każde odpowiedzieć. Długo rozmawiałyśmy. Zegar wybił 18:00.
- Dziewczyny miałam wam mówić... mam dla was niespodziankę.
- Jaką ???
- Idziemy na imprezę do...
- Do ?
- Marco Reusa - dokończyłam
- Aaaaa do kogo ? Marco ? Reusa ? Tego Marco Reusa ? - krzyczała Sandra
- Tak tak szykujmy się.
Dochodziła godzina 20. Ja ubrałam czarną sukienkę do tego czerwone szpilki, Sandra wybrała niebieską sukienkę zaś Lila białą sukienkę i białe buty. Zamówiłyśmy taksówkę i ruszyłyśmy do klubowej jedenastki.
-----------------------
Przepraszam za opóźnienie, ale proszę o wyrozumiałość. W Liceum nie dali nam nawet przez ostatnie dwa dni spokoju od nauki 3 sprawdziany i 2 kartkówki w dwa dni luzik...
Rozdział jest masakrycznie nieudany !!! Zapraszam na swojego nowego bloga o Tinie i Marco. <--- link. Opcja kometowania dla anonimów na DWÓCH BLOGACH JEST WŁACZONA :) Zapraszam do kometowania
Wesołych Swiąt kochani :*
środa, 23 grudnia 2015
sobota, 12 grudnia 2015
II
~Dziewczyny~
Dryń...dryń...dryń
Błagam ! tylko nie to, ja chcę spać. Dlaczego budzik tego nie potrafi zrozumieć? No ale cóż, wstałam z wygodnego łoża i skierowałam się do łazienki w celu wzięcia relaksującego pryśnicu. Ubrana zeszłam do restauracji, Sandry i Lilki nie było w pokoju wiec pewnie jadły śniadanie.
Zamówiłam sobie lekką sałatkę i szkalnę wody, chwilę później siedziałam już z moimi współlokatorkami i zajadałam się śniadaniem.
Dzisiaj moje być, albo nie być? Czy mogę to tak nazwać? Myślę, że tak.
Bardzo się boje, jestem strasznie niepewna, w zasadzie tylko to mnie martwi. Nie chcę walnąć żadnej gapy, źle wypaść czy denerwować się zbytnio. To tylko rozmowa o pracę.. tak móżdżku wmawiaj Sobię.
Co ja będę się oszukiwać to jest aż rozmowa o pracę i to jest moje aż być.
Z Dortmundem wiążę swoją przyszłość i z żadnym innym miastm stanowcze NIE !!
- O której masz rozmowę o pracę ? Leila ? Leila ? - machnęła ręką przed moimi oczyma Lila.
- Ym.. powtórz - rozkojarzona patrzyłam na nią.
- O której masz rozmowę o pracę ?
- Rozmowę mam o 14:30
Wyszłam z hotelu, skierowałam się na przystanek autobusowy. Popytałam ludzi jaki autobus jedzie na stadion i o której. W międzyczasie napisałam smsa do mamy z wiadomością, że wieczorem dam jej znać jak mi poszło.
~Reus~
Wysłałem Mario około 50-ciu sms'ów. Odpisał. Treść mnie załamała.
Daj mi spokój. Przyjaźń nie przetrwała. Przykro. Lewy, Robben i Neuer są lepszymi przyjaciółmi. Żegnam i weź już do mnie nie pisz.
Zamiast cieszyć się wygraną, upiłem się. Strata Mario bardzo mnie załamała. Podejrzewałem, że tak to się zakończy, ale miałem jeszcze cień nadziei. Wspomnienia i obietnice, wszystko poszło na maerne. Jestem słaby, sbyt słaby. Nie potrafię pogodzic się ze stratą bliskiej mi osoby. Nie wiem czy Bayern go tak zmienił, czy może jest zdenerwowany po przegranym meczu. Nie mam pojęcia czy dalej się starać, czy odpuścić. Nie chcę kolejnego odrzucenia, ale nie mogę się poddać. To nie sportowe. Walczy się do końca, nawet gdy stoi się na straconej pozycji.
- Reus wstawaj - ktoś mną potrząsałał. Z bólu głowy nie miałem siły nawet otworzyć oczu.
- Nie.
- Marcell pomóż mi - to nie był głos Kaula, lecz Fornella. Co on sam do siebie by mówił? Nawiedzony on jest?
- Już - wait, wait... już wiem kto to. Moja czuprynka zaczęła pracować. To był Marcel... Marcel Ramsey.
- Aaaałaaa... moja głowa... Boże boli...tabletkę, ludzie tabletkę
~Leila~
- Ma pani świetne referencje. Potrzebujemy kogoś takiego jak pani - uśmiechali się Reinhard Rauball, razem z Trenerem Thomasem.
- Naprawdę ? - byłam bardzo szczęśliwa. Coraz bliżej jestem dostania pracy moich marzeń.
- Od kiedy mogłaby pani zacząć ?
- Nawet od teraz - odpowiedziałam
- Podpiszemy jak na dzień dzisiejszy roczną umowę - poinformował mnie i podał długopis, razem z umową o pracę. Pozwoliłam Sobie dokładnie przeczytać, aby uniknąć jakichkolwiek niejasności. Prezes BVB wytłumaczył mi każdy punkt z osobna. Złożyłam podpisa na 3 kartkach. Jedną dano mi.
- Jutro trening zaczyna się o 12, dobrze byłoby gdyby pani była godzinę wcześniej.
- Oczywiścię, że będę - potwierdziłam.
- Proszę to mój numer wrazie gdyby ochrona nie chciała panią wpuścić na teren stadionu. Zadzwoni pani do mnie ja wyjdę po panią. Do widzenia. - podał mi swoją wizytówkę i się pożegnaliśmy.
Aaaaaaa miałam ochotę wykrzyczeć całemu światu o moim spełnionym marzeniu. Jestem cała w skowronkach, uśmiech niechce zejść mi z twarzy.
Udałam się do pierwszego lepszego marketu w celu kupienia jakiegoś procentowego trunku. Myślę że szampan i winko będą idealne na tą informację. Wsiadłam w autobus i ruszyłam do hotelu.
~Chłopaki~
Marco ledwo co funkcjonował... blady, smutny, bez chęci do życia. Co też Goetze wyrabia? Nie powinien w taki sposób traktować swojego przyjaciela. To że przegrali nie daje mu jakiegoś specjalnego pozwolenia na traktowanie Marco jak przysłowiowego śmiecia. Miałem ochotę wygarnąc mu co o nim myślę, ale wiem, że będzie przez to kłotnia z Reusem.
- Nie zamartwiaj się, przejdzie mu - próbowałem podnieść na duchu mojego przyjaciela.
- Marcel łatwo ci mówić - mówił łamiącym się głosem.
Jest mi go tak bardzo szkoda, każdy wie jak dużo Goetze znaczy dla Marco. Zawsze traktował go jak brata, rodzonego brata. A ten palant, nie potrafię inaczej go nazwać, odwala taką maniane.
------------------------------------
Przepraszam, ze taki krótki. Późno się wziełam za pisanie. Ale ważne, ze jest. Dziekuje za miłe komentarze pod poprzednim rozdziałem :) ! Do następnej Soboty :)
Dryń...dryń...dryń
Błagam ! tylko nie to, ja chcę spać. Dlaczego budzik tego nie potrafi zrozumieć? No ale cóż, wstałam z wygodnego łoża i skierowałam się do łazienki w celu wzięcia relaksującego pryśnicu. Ubrana zeszłam do restauracji, Sandry i Lilki nie było w pokoju wiec pewnie jadły śniadanie.
Zamówiłam sobie lekką sałatkę i szkalnę wody, chwilę później siedziałam już z moimi współlokatorkami i zajadałam się śniadaniem.
Dzisiaj moje być, albo nie być? Czy mogę to tak nazwać? Myślę, że tak.
Bardzo się boje, jestem strasznie niepewna, w zasadzie tylko to mnie martwi. Nie chcę walnąć żadnej gapy, źle wypaść czy denerwować się zbytnio. To tylko rozmowa o pracę.. tak móżdżku wmawiaj Sobię.
Co ja będę się oszukiwać to jest aż rozmowa o pracę i to jest moje aż być.
Z Dortmundem wiążę swoją przyszłość i z żadnym innym miastm stanowcze NIE !!
- O której masz rozmowę o pracę ? Leila ? Leila ? - machnęła ręką przed moimi oczyma Lila.
- Ym.. powtórz - rozkojarzona patrzyłam na nią.
- O której masz rozmowę o pracę ?
- Rozmowę mam o 14:30
Wyszłam z hotelu, skierowałam się na przystanek autobusowy. Popytałam ludzi jaki autobus jedzie na stadion i o której. W międzyczasie napisałam smsa do mamy z wiadomością, że wieczorem dam jej znać jak mi poszło.
~Reus~
Wysłałem Mario około 50-ciu sms'ów. Odpisał. Treść mnie załamała.
Daj mi spokój. Przyjaźń nie przetrwała. Przykro. Lewy, Robben i Neuer są lepszymi przyjaciółmi. Żegnam i weź już do mnie nie pisz.
Zamiast cieszyć się wygraną, upiłem się. Strata Mario bardzo mnie załamała. Podejrzewałem, że tak to się zakończy, ale miałem jeszcze cień nadziei. Wspomnienia i obietnice, wszystko poszło na maerne. Jestem słaby, sbyt słaby. Nie potrafię pogodzic się ze stratą bliskiej mi osoby. Nie wiem czy Bayern go tak zmienił, czy może jest zdenerwowany po przegranym meczu. Nie mam pojęcia czy dalej się starać, czy odpuścić. Nie chcę kolejnego odrzucenia, ale nie mogę się poddać. To nie sportowe. Walczy się do końca, nawet gdy stoi się na straconej pozycji.
- Reus wstawaj - ktoś mną potrząsałał. Z bólu głowy nie miałem siły nawet otworzyć oczu.
- Nie.
- Marcell pomóż mi - to nie był głos Kaula, lecz Fornella. Co on sam do siebie by mówił? Nawiedzony on jest?
- Już - wait, wait... już wiem kto to. Moja czuprynka zaczęła pracować. To był Marcel... Marcel Ramsey.
- Aaaałaaa... moja głowa... Boże boli...tabletkę, ludzie tabletkę
~Leila~
- Ma pani świetne referencje. Potrzebujemy kogoś takiego jak pani - uśmiechali się Reinhard Rauball, razem z Trenerem Thomasem.
- Naprawdę ? - byłam bardzo szczęśliwa. Coraz bliżej jestem dostania pracy moich marzeń.
- Od kiedy mogłaby pani zacząć ?
- Nawet od teraz - odpowiedziałam
- Podpiszemy jak na dzień dzisiejszy roczną umowę - poinformował mnie i podał długopis, razem z umową o pracę. Pozwoliłam Sobie dokładnie przeczytać, aby uniknąć jakichkolwiek niejasności. Prezes BVB wytłumaczył mi każdy punkt z osobna. Złożyłam podpisa na 3 kartkach. Jedną dano mi.
- Jutro trening zaczyna się o 12, dobrze byłoby gdyby pani była godzinę wcześniej.
- Oczywiścię, że będę - potwierdziłam.
- Proszę to mój numer wrazie gdyby ochrona nie chciała panią wpuścić na teren stadionu. Zadzwoni pani do mnie ja wyjdę po panią. Do widzenia. - podał mi swoją wizytówkę i się pożegnaliśmy.
Aaaaaaa miałam ochotę wykrzyczeć całemu światu o moim spełnionym marzeniu. Jestem cała w skowronkach, uśmiech niechce zejść mi z twarzy.
Udałam się do pierwszego lepszego marketu w celu kupienia jakiegoś procentowego trunku. Myślę że szampan i winko będą idealne na tą informację. Wsiadłam w autobus i ruszyłam do hotelu.
~Chłopaki~
Marco ledwo co funkcjonował... blady, smutny, bez chęci do życia. Co też Goetze wyrabia? Nie powinien w taki sposób traktować swojego przyjaciela. To że przegrali nie daje mu jakiegoś specjalnego pozwolenia na traktowanie Marco jak przysłowiowego śmiecia. Miałem ochotę wygarnąc mu co o nim myślę, ale wiem, że będzie przez to kłotnia z Reusem.
- Nie zamartwiaj się, przejdzie mu - próbowałem podnieść na duchu mojego przyjaciela.
- Marcel łatwo ci mówić - mówił łamiącym się głosem.
Jest mi go tak bardzo szkoda, każdy wie jak dużo Goetze znaczy dla Marco. Zawsze traktował go jak brata, rodzonego brata. A ten palant, nie potrafię inaczej go nazwać, odwala taką maniane.
------------------------------------
Przepraszam, ze taki krótki. Późno się wziełam za pisanie. Ale ważne, ze jest. Dziekuje za miłe komentarze pod poprzednim rozdziałem :) ! Do następnej Soboty :)
sobota, 5 grudnia 2015
I
Kiedy się czegoś pragnie, wtedy cały wszechświat sprzysięga się, abyśmy mogli spełnić nasze marzenia.
~Marco~
Gdy byłem młodym chłopcem, rodzice wiele razy powtarzali mi "wróć do szkoły, przecieć i tak Ci się nie uda". Nie posłuchałem, od małego byłem uparty. Teraz gdy nazwisko Reus jest rozpoznawalne w Europie, po każdym meczu biorę telefon, wybieram numer do mamy i wypominam jej brak wiary we mnie, zwątpienie i brak pomocy w realizowaniu marzeń. Ona doskonale zna moją śpiewkę, wiele razy mnie przepraszała, wybaczyłem, lecz będę wypominać jej to do końca życia. Wyrwałem się z rozmyśleń, przecież już wszedłem na szczyt, wiem że łatwo z niego spaść, lecz trzymam się twardo. Dziś mecz, mecz o wszystko, o nasze być, albo nie być. Nie możemy zawieść siebie, ani kibiców, jednym słowem nikogo.
Usłyszałem klakson samochodu, wyjrzałem przez okno pod moim domem stał Marcell razem z Robinem. Zapomniałem, że mają zabrać mnie na stadion, szybko zabrałem torbe i wyszedłem z domu.
- Cześć
- Siemka Bro !
Naszym przywitaniem jak zawsze jest żółwik i piąteczka. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Po drodze rozmawialiśmy o meczu, o składzie Bayernu, mnie osobiście zastanawiało czy mój przyjaciel Mario Goetze będzie grał w podstawowym składzie. Nie utrzymujemy ze Sobą takiego kontaktu jak wcześniej, może dlatego że każdy z nas zajęty jest Bundesligą oraz Ligą Mistrzów. Przed meczem z nim porozmawiam, o ile go gdzieś wyłapie.
- Wysiadasz czy zostajesz ? - zapytał Kaul
- Yyy... co ? - nie wiedziałem o co mu chodzi.
Robin wskazał palcem przed siebie spojrzałem w tamtą strone, a przed nami był stadion.
- Wysiadam !
Weszliśmy do szatni, byli już wszyscy przywitalismy się z każdym. Po 20 minutach przebrani wyszliśmy na murawę.
Trener kazał nam przebiec 3 kółeczka i rozegrać lekki meczyk. W pierwszej drużynie byli : Weidenfeller, Subotić, Schmelzer, Piszczek, Bender, Kagawa, Hofmann, Park oraz Ramos, a w drugiej : Börki, Hummels, Durm, Kaul, Gündogan, Mkhitaryan, Reus, Weigl, Leitner, Aubameyang oraz Fornell.
Nasza potyczka zakończyła się remisem 3:3.
W dobrych humorach zeszliśmy do szatni.
- Oho przyjechali - powiedział Auba. Faktycznie w tle było słychać śmiechy piłkarzy Bayernu.
- Cwaniaki - wysyczał Leitner.
Nie tylko kibice się nienawidzili, większość piłkarzy też nie tryska sympatią do siebie. Chyba od akcji Bastiana po wygranych przez Niemcy Mundialu. Krzyczał wtedy "BVB skurwysyny" i jeszcze w inny podły sposób nas obrażał.
- Chłopaki przeprosił - przypomniałem
- Został zmuszony i już. - spekulował Humi.
- Dajcie już spokój. Zajmijmy się meczem.
~Dziewczyny, Leila~
- Wstawaj - poczułam lekki ból i cięzar poduszki na swojej głowie.
- Jeszcze pięć minutek - ziewałam. Zamknełam oczy, lubie Sobie pospać.
Dziewczyny chyba odpuściły. Spałam w najlepsze. Usłyszałam dżwięk przypomnienia. Zerwałam się na równe nogi.
Boże przecież dzisiaj mecz. Półfinał Ligi Mistrzów, Borussia vs. Bayern. Jak mogłam zapomnieć ? Całe szczęście ustawiam sobie przypomnienia. Od pewnego czasu jestem strasznie zabiegana. Ciagle w biegu coś robię, czasami nie mam czasu na zjedzenie czegoś "normalnego", jedynie co fast fooda, czyli śmieciowe jedzenie.
Powlekłam się do łazienki, wziełam pryśnić i się ubrałam.
- Idziemy coś zjeść - zapytałam Sandrę i Lili. Obie siedziały w koszulkach BVB.
- Tak, ale gdzie masz koszulkę ? - zdziwnione patrzyły na mnie
- Ubiorę przed meczem - puściłam im oczko.
Wyszłyśmy do hotelowej restauracji. Zamówiłyśmy coś do jedzenia.
Ciagle gadałyśmy o naszej przyszłości. Tak naprawdę nie mamy nikogo tutaj. Pieniądze też się w końcu skończą. A skąd mogę wiedzieć czy mnie przyjmą do pracy ? Czy tutaj się uda? Może wrócimy do Polski rozczarowane dorosłym życiem i będziemy pracować w marketach na kasach. To jest życie, coś czego nie da się ułożyć do ostatniej sekundy, dopóki się nie zamknie oczu na zawsze. Ty zaplanujesz, coś lub ktoś je zmienia. Niestety łatwo nie jest.
- Ta znowu się zamyśliła - zachichotała Lila, rzuciła we mnie groszkiem, dostałam prosto w czubek nosa. To mnie chyba wyrwało z rozmyśleń. Potrząsnełam głową i patrzyłam na moje przyjaciółki, które zwijały się ze śmiechu.
- Mega śmieszne, beczunia śmiechu - powiedziałam sarkastycznie.
20 minut później siedziałyśmy już w pokoju i rozmawiałyśmy o meczu. Jaki skład wystawi trener na dzisiejszy mecz ? Czy zagraja Reus Kaul oraz Fornell? Według Sandry największe "dupeczki" w Borussii.
Coraz bliżej do meczu, oglądamy studio. Nasza radość na wieść, że Reus i Fornell zagrają jest nie do opisania. Kaul nie gra ze względu na kontuzję. Gorycz mnie przepełniła myślę, że dziewczyny też. Gorycz mieszała się z radością. Kibicujemy BVB od małego. Nasi ojcowie zarazili nas miłością do tego klubu i nienawiścią do Bayerny Monachium, dzisiejszego przeciwnika Borussii. ~Robin~
Ze względu na moją lekką kontuzję cały sztab postanowił, że dzisiaj odpoczne i nie zagram. Byłem troszeczke poirytowany, ale może ze względu na moje zdrowie będę dzisiaj "grzał ławę". No cóż, będę wspierał drużynę z całego serca. Liczę na wysoką wygraną Borussii, niech pokaża tym Monachijskim cwaniaką gdzie raki zimują.
Chłopaki wyszli już na murawę, reszta piłkarzy obu drużyn, oba sztaby i dwaj trenerzy oraz kibice obu drużyn stali i słychali humnu UEFA. Przywitanie kapitanów i sędziego, drużynowe zdjęcie. No i w końu pierwszy gwizdek. W 10 minucie Aubameyang strzelił gola, po asyście Hummelsa.
A w 22 minucie piłkarze Bayernu po strzale Lewandowskiego wyrównali na 1:1. Pierwsza połowa zakończyła się remisem. Weszliśmy do szatni. Trener powiedział chłopaką jak mają grać w drugiej połowie, bez zmian, pełni optymizmu wybiegli na murawę.
Mecz zakończył się wynikiem 5:2 dla... Borussii. Awansowaliśmy do finału Ligi Mistrzów, wspaniałe uczucie. Miny Bawarczyków mówiły same za siebie.
W dobrych humorach weszliśmy do szatni, tylko Reus jakoś dziwnie się zachowywał.
- Stary, a ty się nie cieszysz ? - patrzyłem na niego jak na debila.
- Cieszę, ide pogadać z Mario - wyszedł.
~Reus~
Szukałem mojego przyjaciela po całej Idunie. Na murawie napewno ich nie było, więc postanowiłem zobaczyć w szatni Monachijczyków. Odważnym krokiem otworzyłem drzwi do szatni.
- O prosze kogo my tu mamy - syczał Robben.
- Mario możemy pogadać ? - zapytałem spoglądając na Goetzego.
- Yhym
Poszliśmy usiąść w nasz kąt, miejsce gdzie zawsze chowaliśmy się przed zawodnikami BVB. Przypominały mi się najlepsze momenty z treningów. Zrozumiałem jak ważną rolę w moim życiu odgrywa przyjaźń z nim.
- Co chcesz ? - zapytał z pogardą.
On się zmienił. Nie jest tym Mario, którego żegnałem dwa lata temu, któremu przysięgałem przyjaźń mimo tej całej sytuacji.
- Porozmawiać - wykrztusiłem.
- Nie ma o czym. Ciesz się gwiazdeczko wygraną, a ode mnie się odwal raz na zawsze - powiedział i odszedł. Patrzyłem jak znika. Co się z nim stało ? Dlaczego mnie tak potraktował ? Czy, aż tak go zmienił Bayern ?
-------------------------------------------------------
I jak, podoba się ? Oceniajcie w komentarzach. Rozdziały będę pisać w każdą sobotę :) Pozdrawiam i liczę na komentarze :*
Buziaki Klaudia
Ps. Opcja komentowania włączona dla anonimów :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)