~Dziewczyny~
Dryń...dryń...dryń
Błagam ! tylko nie to, ja chcę spać. Dlaczego budzik tego nie potrafi zrozumieć? No ale cóż, wstałam z wygodnego łoża i skierowałam się do łazienki w celu wzięcia relaksującego pryśnicu. Ubrana zeszłam do restauracji, Sandry i Lilki nie było w pokoju wiec pewnie jadły śniadanie.
Zamówiłam sobie lekką sałatkę i szkalnę wody, chwilę później siedziałam już z moimi współlokatorkami i zajadałam się śniadaniem.
Dzisiaj moje być, albo nie być? Czy mogę to tak nazwać? Myślę, że tak.
Bardzo się boje, jestem strasznie niepewna, w zasadzie tylko to mnie martwi. Nie chcę walnąć żadnej gapy, źle wypaść czy denerwować się zbytnio. To tylko rozmowa o pracę.. tak móżdżku wmawiaj Sobię.
Co ja będę się oszukiwać to jest aż rozmowa o pracę i to jest moje aż być.
Z Dortmundem wiążę swoją przyszłość i z żadnym innym miastm stanowcze NIE !!
- O której masz rozmowę o pracę ? Leila ? Leila ? - machnęła ręką przed moimi oczyma Lila.
- Ym.. powtórz - rozkojarzona patrzyłam na nią.
- O której masz rozmowę o pracę ?
- Rozmowę mam o 14:30
Wyszłam z hotelu, skierowałam się na przystanek autobusowy. Popytałam ludzi jaki autobus jedzie na stadion i o której. W międzyczasie napisałam smsa do mamy z wiadomością, że wieczorem dam jej znać jak mi poszło.
~Reus~
Wysłałem Mario około 50-ciu sms'ów. Odpisał. Treść mnie załamała.
Daj mi spokój. Przyjaźń nie przetrwała. Przykro. Lewy, Robben i Neuer są lepszymi przyjaciółmi. Żegnam i weź już do mnie nie pisz.
Zamiast cieszyć się wygraną, upiłem się. Strata Mario bardzo mnie załamała. Podejrzewałem, że tak to się zakończy, ale miałem jeszcze cień nadziei. Wspomnienia i obietnice, wszystko poszło na maerne. Jestem słaby, sbyt słaby. Nie potrafię pogodzic się ze stratą bliskiej mi osoby. Nie wiem czy Bayern go tak zmienił, czy może jest zdenerwowany po przegranym meczu. Nie mam pojęcia czy dalej się starać, czy odpuścić. Nie chcę kolejnego odrzucenia, ale nie mogę się poddać. To nie sportowe. Walczy się do końca, nawet gdy stoi się na straconej pozycji.
- Reus wstawaj - ktoś mną potrząsałał. Z bólu głowy nie miałem siły nawet otworzyć oczu.
- Nie.
- Marcell pomóż mi - to nie był głos Kaula, lecz Fornella. Co on sam do siebie by mówił? Nawiedzony on jest?
- Już - wait, wait... już wiem kto to. Moja czuprynka zaczęła pracować. To był Marcel... Marcel Ramsey.
- Aaaałaaa... moja głowa... Boże boli...tabletkę, ludzie tabletkę
~Leila~
- Ma pani świetne referencje. Potrzebujemy kogoś takiego jak pani - uśmiechali się Reinhard Rauball, razem z Trenerem Thomasem.
- Naprawdę ? - byłam bardzo szczęśliwa. Coraz bliżej jestem dostania pracy moich marzeń.
- Od kiedy mogłaby pani zacząć ?
- Nawet od teraz - odpowiedziałam
- Podpiszemy jak na dzień dzisiejszy roczną umowę - poinformował mnie i podał długopis, razem z umową o pracę. Pozwoliłam Sobie dokładnie przeczytać, aby uniknąć jakichkolwiek niejasności. Prezes BVB wytłumaczył mi każdy punkt z osobna. Złożyłam podpisa na 3 kartkach. Jedną dano mi.
- Jutro trening zaczyna się o 12, dobrze byłoby gdyby pani była godzinę wcześniej.
- Oczywiścię, że będę - potwierdziłam.
- Proszę to mój numer wrazie gdyby ochrona nie chciała panią wpuścić na teren stadionu. Zadzwoni pani do mnie ja wyjdę po panią. Do widzenia. - podał mi swoją wizytówkę i się pożegnaliśmy.
Aaaaaaa miałam ochotę wykrzyczeć całemu światu o moim spełnionym marzeniu. Jestem cała w skowronkach, uśmiech niechce zejść mi z twarzy.
Udałam się do pierwszego lepszego marketu w celu kupienia jakiegoś procentowego trunku. Myślę że szampan i winko będą idealne na tą informację. Wsiadłam w autobus i ruszyłam do hotelu.
~Chłopaki~
Marco ledwo co funkcjonował... blady, smutny, bez chęci do życia. Co też Goetze wyrabia? Nie powinien w taki sposób traktować swojego przyjaciela. To że przegrali nie daje mu jakiegoś specjalnego pozwolenia na traktowanie Marco jak przysłowiowego śmiecia. Miałem ochotę wygarnąc mu co o nim myślę, ale wiem, że będzie przez to kłotnia z Reusem.
- Nie zamartwiaj się, przejdzie mu - próbowałem podnieść na duchu mojego przyjaciela.
- Marcel łatwo ci mówić - mówił łamiącym się głosem.
Jest mi go tak bardzo szkoda, każdy wie jak dużo Goetze znaczy dla Marco. Zawsze traktował go jak brata, rodzonego brata. A ten palant, nie potrafię inaczej go nazwać, odwala taką maniane.
------------------------------------
Przepraszam, ze taki krótki. Późno się wziełam za pisanie. Ale ważne, ze jest. Dziekuje za miłe komentarze pod poprzednim rozdziałem :) ! Do następnej Soboty :)
Szkoda że taki krótki...za to bardzo fajny,taki miły w czytaniu
OdpowiedzUsuńCieszę się że Leila dostała pracę :D może spełniać swoje marzenia
A Marco?szkoda mi go a Goetze to nie wiem co bym zrobiła za to...chyba coś najgorszego
Z niecierpliwością czekam na nn ❤
Buziaki 😘
Super rozdział tylko szkoda że krótki. Bardzo treściwy i miły w czytaniu. Czekam z wielką niecierpliwością na kolejny. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńRozdział krótki ale świetny! :D
OdpowiedzUsuńSzkoda mi strasznie Marco, którego ewidentnie dobiła sytuacja z Mario. Zachował się jak dzieciak, dostał nową zabawkę w postaci nowej drużyny i nie potrafił docenić przyjaźni Marco. :/
Nie mogę się doczekać spotkania Leili i Marco jeju :D
Mam nadzieję,że Marcel ogarnie przyjaciela :)
I cieszę się, że Leila dostała pracę ;p
Życzę dużo weny i czasu :D
Pozdrawiam cieplutko♥
Cześć, kochana!
OdpowiedzUsuńZaprosiła, więc jestem. Podoba mi się to, co piszesz Wydaję mi się, że masz świetny pomysł na to opowiadanie i oczywiście zostaję na dłuzej. Szkoda mi Marco... Mario zachował się okropnie. Widać, że przyjaźń nic dla niego nie znaczy.
Chciałabym jeszcze zwrócić na coś Twoją uwagę. Nie bierz tego jako hejt, a jedynie jak dobrą radę. Popracuj nad interpunkcją. Czasami stawiasz przecinek tak gdzie nie powinnaś, a innym razem odwrotnie. Przed albo, lub, ani itd. nie stawia się przecinka :) Nie bierz tego, jako hejt, czy coś, proszę. Jestem amatorką, ale zawsze wydaję mi się, że lepiej zwrócić uwagę na błąd. Mam nadzieję, że nie będziesz mi mieć tego za złe.
Do następnego,
Anahi